• Ogłoszenia

Kurihira Hyobe #1

Chociaż wszystkie misje wykonywane są w działach fabularnych, istnieją przypadki, kiedy potrzebują one swojego działu. Tyczy się to przede wszystkim misji samodzielnym, oraz tzw. samomisji, jakie należy zgłaszać w odpowiednim, zamieszczonym tutaj temacie. Więcej o misjach można znaleźć w regulaminie misji, znajdującym się w dziale Regulaminy.

Moderator: Mistrzowie fabularni

Awatar użytkownika
Kurihira Hyobe
Posty: 12
Rejestracja: 19 lis 2022, 20:11
Ranga dodatkowa: Birdguyo, HentaiGuy
Karta Postaci:
Punkty Doświadczenia:
Punkty Technik:
Punkty Bonusowe:

Kurihira Hyobe #1

#1
Pomarańczowo Mi
Trudno było wrócić do prostych zadań, które zdawały się dawać wioskowe świry z Sakury, kiedy lenistwo było taką… najprzyjemniejszą z rzeczy na świecie. No, w sumie taką osobą był w sumie Hyobe, który budząc się pięknego poranka zdał sobie sprawę, że nie można było pozostawić innym całą robotę i trzeba było zebrać w sobie motywacje i ruszyć dupę naprzód, aby zdobyć dla siebie jakieś nowe doświadczenia… Tylko zaraz, jeszcze się tylko obróci na drugi bok. Miał taki zajebisty sen z Sakurakage w roli głównej i nie chciało mu się za bardzo z niego rezygnować. W pewnym momencie dzwoniący budzik jednak sprawił, że kiedy miała mu się oświadczyć to zamiast zobaczyć ich zmierzających na miesiąc miodowy poza wioskę, obudził się z ustami wlepionymi w jeden z rysunków, który jeszcze nie tak dawno rysował. Mmm, ładna widniała na nim panienka, którą zobaczył w wiosce. Nie była jednak w jego typie, pomijając jedynie artystyczny typ. Potencjalna żona powinna mieć… to coś. Więc nic dziwnego, że w pewnym momencie wyobraził sobie jej… pomarańcze. Mmm, tak, pomarańcze. Zjadłby w sumie jakieś pomarańcze. A najlepiej to zjadłby je i jeszcze zarobił na tym. To byłoby już perfekcyjne rozwiązanie. Podnosząc się z łóżka w końcu udało mu się znaleźć “jakąś” motywację. Wykrzesał jej trochę… Ociupinkę, która dawała chęci do jakiegokolwiek działania. Przecierając swoją blond grzywę, Hyobe wstał z łóżka i oczywiście ubrał się, zakładając przy tym swoje charakterystyczne gogle i skrzydła. Piękne to były skrzydła, można było nawet przysiąc, że najlepszej na świecie roboty. Jego obecne opus magnum poza malunkami. Więc chyba nic dziwnego, że był z nich tak dumny i zawsze je wszędzie nosił. Nawet na misje. I nie chciałby być w skórze innych, którzy niechcący - lub chcący - chcieli mu je zniszczyć. Może i był leniwy i za spokojny, ale nie zdradzało to faktu, że faktycznie wkurwiłby się, gdyby ktoś zrobił im krzywdę. Bo to były naprawdę zajebiste skrzydła i każdy powinien takie mieć. Powinny być nowym krzykiem mody w Sakurze. Ci mieszkańcy nie znali się na modzie w ogóle. Nic dziwnego. Nikt ich nie nauczył aż tak dobrze. Ale co to on to miał? A tak… Pomarrrrańcze. Soczyste, pyszne i smakowite. Które do znalezienia i zebrania były w najbliższym z sadów sąsiada, pana Murakani. Dlatego chyba jego rozpatrywał jako potencjalnego zleceniodawcę. Ruszył się jednak dopiero po chwili, kiedy ogarnął czy na niebie pojawiało się piękne niebieskie słońce i ten, no… chmurki. Skoro tak było, to nie pozostawało nic innego jak założyć swoje buty i skierować się w kierunku sąsiada.
Pan Murakani był już starym osadnikiem, który przybył do wioski chyba wraz z momentem przybycia samej Uzumaki-sama, która pozwoliła mu wydzierżawić sobie miejsce na posadzenie drzewek z pomarańczami. Nie wiedział Hyobe czy to za jego przykładem wszyscy poszli i zaczęli sadzić akurat tutaj pomarańcze… Ale chyba tak. Chyba tak było. Dlatego też wiedział do którego fachowca się udać i wiedzieć skąd największy będzie utarg.
Murakani-saaaamaaa… Ohayo gozaimasu… Mogę dzisiaj pomóc w sadzie? Mam jakiś apetyt na te pomarańcze, a pan ma je najlepsze. Najsoczystsze, najpomarańczniejsze. — O ile takie słowo istniało. A jak nie, to cóż, właśnie powstało. Tak jak japierdolizm, czyli momenty w którym nawet sam Hyobe zastanawiał się czy jest to coś możliwego określenia, albo coś kompletnie go załamującego. To też było jego własnoręcznie wymyślone słowo. I skoro kreatywność artysty była wielka to należało wykorzystać je do twórczej, fizycznej pracy. Pan Murakani zastanowił się jednak głębszą chwilę i powiedział. — No dobra, m-młokosie. Ale jak mi tylko przymniesiesz robaczywki to tak Ci w łeb dziebnę, że zamiast pomaramańczy to dostaniesz ślimwki, jamsne? — Pomachał jeszcze palcem, którego długawy paznokieć chyba służył mu do grzebania w uchu, no ale co - każdy ma jakieś swoje fetysze higieniczne, co nie? Dla samego blondaska liczyło się po prostu to, aby uzyskać jakikolwiek zarobek w postaci kasy i pomarańczy, więc tylko kiwnął głową, poprawił gogle i ruszył z koszem, lub koszami - bo ciężko mu było się zdecydować, między drzewa.
Zbierał je powoli, wręcz nie śpiesząc się jakoś za bardzo. Przecież było dużo czasu, a sam Murakani jakoś nie kwapił się tego, aby go popędzać. Lenistwo i fakt, że musiał pracować to już wystarczający motywator do tego, aby wykonywać ciągle prace, co nie? No, takiego zdania po prostu był Kurihira, który wrzucał każdą pomarańczę po kolei do koszy, uprzednio sprawdzając czy nie były robaczywe, albo nie zaczynały już od razu pleśnieć. W końcu nawet na takich owocach ona występowała. W czasie swojej pracy zauważył jednak, że istniały takie dwie wielkie pomarańcze, które zaraz skojarzyły mu się z tą samą pannicą, którą to niedawno widział i która była dla niego natchnieniem dla jednej z prac. Widząc i wyobrażając sobie kształt jej przepięknych piersi, Hyobe zaraz przystawił je do swojej klatki piersiowej z szelmowskim uśmiechem, jakby wyobrażając sobie, że były to oczywiście jej. Co za uczucie, co za kształt. No prawdziwy ideał. To dlatego chyba w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że to właśnie te dwie sobie zagarnie dla siebie jak stary dziad nie będzie widział. No bo czemu nie. Spędzał na tym co raz więcej czasu, powoli i sukcesywnie zbierając pomarańczki do koszy. Pomarańczka do kosza. Pomarańczka do wyjebania. Pomarańczka do kosza. Pomarańczka do wyjebania. I tak naprzemian co jakiś czas. Żmudna i jeszcze bardziej wynudzająca robota, ale hej - na sam koniec były pieniądze i nagrody. Dlatego Hyobe cieszył się kiedy w końcu to wszystko się miało już kończyć.
Idąc do pana Murakani jeszcze zauważył jego wnuczkę, która to zawsze witała go uśmiechem i uważała, że był śmieszny jak się tak burzył na jej widok. — Daj mi spokój, Mikasa. — Powiedział jej burczącym głosem i zaraz chowając pieniądze do kieszeni - a zaraz potem i pomarańcze - już wiedział kogo sobie będzie wyobrażał wieczorem przed snem… To znaczy do rysunku. Ale to ten… To raczej tyle na dzisiaj z tym wszystkim.
Awatar użytkownika
Kakarotto
Posty: 918
Rejestracja: 01 lip 2021, 23:58
Discord: Midoro#5831
Karta Postaci:
Punkty Bonusowe:

Re: Kurihira Hyobe #1

Obrazek
Nagrody:
Gracz:
  • 2 PD
  • 4 PT
  • 125 Ryō
  • +1 misja D
  • 2 Pomarańcze
//Następnym razem postaraj się by samo wykonywanie pracy zajmowało przynajmniej połowę samodzielki a nie tak jak w tym przypadku, 1/3.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Misje”