• Ogłoszenia

Siedziba Zakonu Hanatora

O Nichibotsu no Kuni można powiedzieć wiele. Jest to mały kraj ulokowany między czterema znacznie większymi, a jego bogactwem jest przemysł kopalniany. Jednak prawdziwym diamentem kraju jest jego stolica widoczna z oddali i przy dobrych wiatrach - nawet zza granic. Kraj słynie z bardzo rygorystycznego systemu karnego, który skutecznie odstrasza potencjalnych przestępców przed złamaniem prawa, a systemy socjalne pozwalają wielu ludziom żyć godnie. ]Kraj jest swoistym obszarem przejściowym. Od pustyń z Królestwa Kupieckiego do nizinnych, żyznych gruntów Kraju Bananów; od górzystych zbocz Kraju Burz, do leśnych polan Kraju Lisów. Sprawia to, że cały ekosystem jest dość ciekawy, pozwalając turystom dostrzec przeróżne gatunki ptaków, ssaków, gadów czy płazów. Rzadko da się dostrzec jakieś hodowle zwierząt, choć te oczywiście istnieją, jednak ze względu na niską populację poza stolicą zwyczajnie ciężko na nie natrafić. Podobnie z polami uprawnymi.
Awatar użytkownika
Hanatora Jinsei
Posty: 29
Rejestracja: 27 lut 2022, 23:09
Ranga dodatkowa: Rycerz
Karta Postaci:
Punkty Doświadczenia:
Punkty Technik:
Bank:

Siedziba Zakonu Hanatora

Siedziba Zakonu Hanatora
Stojący od setek lat zamek zakonu Hanatora po wielu latach nie posiada już swojej dawnej świetności. Tyle, ile było możliwe do odratowania i dostosowania do warunków życia dla reszty członków dało się odratować - reszta pomieszczeń zaczęła niszczeć, tak samo jak mury broniące tego okazałego zamku. Czy to z powodu pieniędzy, czy to braku rąk do pomocy - zamek po prostu niszczeje, co niestety nie jest dobrym omenem dla mieszkających tam zakonników. Jednak Ci, którzy pozostali zawsze starają się co jakiś czas reperować to co jest najważniejsze, czasami zagłębiając się w misteria pomieszczeń, odkrywając czasem (lub też nie) - sekrety, których nie udało się wielu przed nimi. Jednak nie jest najważniejsze w tym jak budowla wygląda, a kto w niej rezyduje. A rezyduje w nim wielu pozostałych na świecie zakonników, którzy zawsze po zakończeniu swoich zadań z wielu zakątków świata w końcu do niego wraca, aby wymienić się informacjami z resztą - a nawet jeśli sprawa jest naprawdę pilna, skonsultować się z Wielkim Mistrzem będącym pierwszym ogniwem przywództwa w całym Zakonie. Każdy z członków posiada swoją własną kwaterę w której to może spędzać czas lub po prostu przenocować przed wyruszeniem w kolejną podróż w poszukiwaniu kawałków najważniejszego reliktu zakonnego, będącego spuścizną przodków.
Oprócz tego zamek posiada także stajnię, którą oczywiście zarządza stajenny będący zaufanym człowiekiem z pobliskiej wioski, których obrońcami są sami zakonnicy, a którzy to ludzie żyją w pozytywnych z nimi relacjach. Mowa jest także o dwóch stacjonujących rzemieślnikach - mistrzu i czeladniku - którzy potrafią zaopatrywać zakon w potrzebne uzbrojenie lub oręż. Zamek nie posiada swojego medyka, jednak posiadają znachora-alchemika, który potrafi sporządzać mikstury, jeśli tylko dostarczy się mu odpowiednie ingrediencje. Gotować potrafi paru kucharzy, jednym z nich jest Oberikkusu, który to najczęściej wyrusza z kim innym w celu kupienia zaopatrzenia dla zakonu.
Awatar użytkownika
Tora
Posty: 1624
Rejestracja: 27 kwie 2021, 15:24
Ranga dodatkowa: Główny Moderator Techniczny
Discord: Tora#0227
Karta Postaci:
Punkty Bonusowe:
Techniki:

Re: Siedziba Zakonu Hanatora

Wygnany zakon騎士団のけ者
Zakon Hanatora był bytem, który na przestrzeni lat niszczał podobnie jak ich zamek. Niegdyś zapewne wspaniała twierdza górująca nad pobliskimi polanami stanowiła punkt obronny, którego Cień chronił pobliskie miejscowości i farmerów. Z upływem jednak lat zarówno budowla, jak i zgromadzenie Kwiecistego Tygrysa zaczynało podupadać, zamieniając się w nic innego jak ruinę, którą zamieszkiwało kilku wciąż wiernych ideałom dawnych czasów rycerzom. Nikomu nie wadzili i nie przeszkadzali, a niektórzy dorobili się w swoich podróżach nawet wierzchowca. Ludzie z okolicznej wsi oczywiście ich znali, choć pewnie gdyby ktoś zapytał czym się zajmują za wiele by nie powiedzieli. Nichibotsu no Kuni bowiem nie miało wielkich problemów z przestępcami, przed którymi mężni rycerze musieliby bronić ich dnie i noce. A jakiekolwiek próby podejścia były likwidowane albo przez Hanatorę, albo przez jednostki porządkowe Kraju Zachodzącego Słońca.
Pewnie innym problemem związanym z powolnie upadającej na przestrzeni wieków organizacji był fakt, że większość sił i ludzi skupiło się w stolicy. Seidaitō - najwyższy budynek na świecie był widoczny nawet z tego miejsca przebijając chmury, które zdawały się przez to nie być tak wysoko. Cud architektoniczny był jednak związany z zastosowaniem run. Sztuki tajemniczej jak i potężnej - jak sama Wielka Wieża udowadniała z każdym dniem i z każdym momentem, gdy nowy poziom był do niej dodawany. I tak jak stolica rosła - tak zakon malał. Był teraz ledwie zestarzałą skorupą, skamieliną tego, czym był wiele pokoleń temu.
Gdy Jinsei wracał do zakonu z ostatniej pracy[ pojedyncze odgłosy uderzenia metalu o metal sugerowały jedno. Ich kowal pracował. A sam doskonale wiedział, że nie było to byle co. Oznaczało to, że odłożył sobie na tyle pieniędzy by uzbierać materiały do pracy. A z tym było ciężko. Wiadomym było, że dawał z siebie wszystko dla członków zakonu, jednak z pustego i Salomon nie naleje. A imię to swoją drogą ostatnio gdzieś obiło mu się o uszy, ale nie mógł skojarzyć gdzie i z kim. Tak czy inaczej nic nie zapowiadało przerwy tego dnia, choć w wiosce zdawało się, że było jakieś poruszenie.
Będąc w ruinach zamku mógł sobie pozwolić trochę na przerwę i relaks, zanim ruszyłby ogarniać swoje potrzeby i rzeczy. Mógł skonsultować się z Wielkim Mistrzem albo ich rzemieślnikiem, mógł poprosić o sparing stacjonujących na miejscu zakonników lub poszukać informacji w niewielkiej, ale wciąż istniejącej bibliotece zakonu. Niezależnie jednak od decyzji (choć gdyby chciał, mógłby rozpocząć jakieś tematy), wkrótce zostały one przerwane. Z dźwiękiem rogu do ruin wjechała niewielka grupa. Czwórka żołnierzy, odzianych w mundury Nichibotsu no Kuni, jeden mężczyzna z naszyjnikiem, na środku którego widniała jakaś runa oraz wyglądający na zamożnego mężczyzna. Wszyscy byli konno. Jeden z żołnierzy zszedł i głośno zapytał:
-Kto jest waszym przywódcą? - zapytał głośno, a gdy Wielki Mistrz wyszedł do przodu ten przekazał mu papier -Zgodnie z umową, teren ten został zakupiony przez Pana Haddada, który planował zwiększyć ilość pól uprawnych. Musicie do końca tygodnia opuścić to miejsce. - powiedział spokojnie, bez cienia złośliwości w głosie.
Wielki Mistrz czytał kawałek papieru z wyraźnym szokiem, a potem i gniewem w oczach. Jego dłonie zacisnęły się na papierze, choć go nie niszczyły, tak wyraźnie w tych miejscach pogniotły. Wkrótce go opuścił i obejrzał się po swoich ludziach, którzy tu byli. Była to ciężka sytuacja, a mężczyzna, widząc brak odpowiedzi cofnął się do swojego wierzchowca i grupa zaczynała zbierać się do powrotu. W tym wszystkim tak naprawdę najgorsza była jedna osoba. Nie był to żaden żołdak, ani zamożny mężczyzna. Najbardziej przeszkadzał fakt mężczyzny z runą na naszyjniku. Tego typu zdobienia w Nichibotsu no Kuni nosili tylko Mistrzowie Run. A ci mieli ogromne wpływy i władzę ze względu na to, że to ich zdolności były fundamentem Seidaitō - stolicy i symbolu Kraju Zachodzącego Słońca. A obecność jednego z nich w tym miejscu raczej jedynie sugerowała powagę i prawdziwość kartki, którą otrzymał Wielki Mistrz.
Zdecydowanie na twarzach wszystkich zakonników się to obiło, choć ich przywódca starał się pogodnym wyrazem twarzy, niczym ojciec dać im pewnego rodzaju otuchę, najwidoczniej wciąż zbierając myśli na to, co powiedzieć w tej sytuacji. Sytuacji, która spadła tak gwałtownie, jak piorun z nieba.
Awatar użytkownika
Hanatora Jinsei
Posty: 29
Rejestracja: 27 lut 2022, 23:09
Ranga dodatkowa: Rycerz
Karta Postaci:
Punkty Doświadczenia:
Punkty Technik:
Bank:

Re: Siedziba Zakonu Hanatora

Powracanie do zakonu Hanatory zawsze było przyjemnym momentem. Może zamek nie wyglądał akuratnie, może nie wyglądał nawet wystarczająco dostojnie... Ale był stabilny. Pełen ukrytych miejsc, których Jinsei jeszcze nie odkrył. Albo ksiąg, których jeszcze nie przeczytał. Był w sumie najmłodszym z zakonników, którzy zostali przygarnięci z różnych powodów życiowych. Jedni byli uciekinierami, którzy liczyli na pomoc zakonną... Drudzy byli ludźmi, którym nie wyszło w życiu i odnaleźli cel w Hanatorze. A inni? Inni posiadali być może nawet historie, którymi nie chcieli się dzielić, bo to sprawiłoby, że ktoś poznałby ich prawdziwe ja. A Jinsei? Jinsei był sierotą od początku swojego życia. Porzucony przez biedną rodzinę, która wykorzystywała go w polu nie wiedział co ze sobą zrobić. Biedny, wygłodniały, pozbawiony dachu nad głową błąkał się po Nichibotsu. Wycieńczony padł nawet nie wiedział gdzie, pozostawiony na pastwę losu i zwierzyny. Żeby dnia zostać znalezionym przez rycerza na białym koniu, którym był rycerz zakonu Hanatory. Obudzić się w salach, poznać mistrza Shiwę, dowiedzieć się więcej i chcieć zostać w zakonie. To był początek jego przygód.

By finalnie po wielu latach stanąć pośród tych ludzi, którzy jeszcze pozostali. Być w tym momencie i słyszeć to co mieli do powiedzenia... Oni. Ci, którzy zapomnieli o tym, że zakon dawniej służył, aby ich chronić. Był dla ludzi. Dla tych samych ludzi, którzy teraz chcieli ich wypędzić. Przychodzących jak do siebie, rozkazującym im jakby byli po prostu... nikim. Pchłami, brudem na policzku jakiegoś jaśnie pana, który miał ich za NIC. Trzęsący się ze złości Jinsei, który czekał aż mistrz będzie chciał do nich coś powiedzieć. Ale nie umiał. Nie zrobił tego. Nie potrafił. Jak miał powiedzieć o tym swoim ludziom. Blondyn zaciskał dłoń w pięści, knykcie bielejące od ściskania ich... Tak mocno.

Mistrzu Shiwa! — Odezwał się jednak jako pierwszy z wielu. Był to jednak półkrzyk pełen... rozpaczy, oczekiwań. Trudno było powiedzieć. — Mistrzu Shiwa! Nie możemy na to pozwolić! Nie możemy pozwolić im zabrać naszego domu. To nie jest sprawiedliwe! Przecież Zakon istniał tu dłużej niż ta stolica! Niż ten... cholerny... Ten, cholerny... Musimy coś zrobić. — Oczy Jinseia zaczęły piec go od zbliżających i kołujących się w jego oczach łzach, zasłaniających widok na Wielkiego Mistrza. Zaraz jednak pociekły mu po policzkach, zaczęły spadać na ziemię. — Nie... możemy... Nie mogę stracić mojego domu... — Zaszlochał Jinsei, zerkając po wszystkich. Nie mogli tego zrobić. Nie jemu.
Awatar użytkownika
Tora
Posty: 1624
Rejestracja: 27 kwie 2021, 15:24
Ranga dodatkowa: Główny Moderator Techniczny
Discord: Tora#0227
Karta Postaci:
Punkty Bonusowe:
Techniki:

Re: Siedziba Zakonu Hanatora

Wygnany zakon騎士団のけ者
Cisza jaka zapanowała na zamku była na swój sposób przerażająca. Jedynie zwierzęta, jak wierzchowce przyjezdnych bądź tych kilka koni należących do Zakonu Hanatora nie rozumiały powagi tej sytuacji, co jakiś czas rżąc czy zajadając się sianem i przechodząc z kopyta na kopyto. Kowal zaprzestał pracy, także w szoku. I jak Kwiecisty Tygrys zbierał się w sobie by jakoś zareagować, tak natura dalej się toczyła, a grupa - ruszyła w swoją stronę. Przynajmniej zaczęła.
Krzyk Jinseia bowiem zatrzymał przybyszy oraz zwrócił uwagę Mistrza Shiwy. Mężczyzna ścisnął brwi przysłuchując się swojemu zakonnikowi i widząc jak rozpacz zbiera swoje żniwa. Dobry ojciec pewnie by podszedł i pocieszył swojego syna, ale Wielki Mistrz nie był ojcem, nieważne jak bardzo taką rolę przyjął w oczach sieroty. Był przywódcą Zakonu. Miał swoje obowiązki.
-Wstawaj Jinsei. - powiedział swoim rozkazującym głosem. Był poważny, choć w jego oczach też widniał ból. -Ziemię te dostaliśmy od Daimyō w zamierzchłych czasach i z jego wolą może je nam również odebrać. - mówił donośnie, tak by każdy rycerz go słyszał -Jesteśmy Zakonem Kwiecistego Tygrysa, a nie jakimiś pospolitymi bandytami, by sprzeciwiać się prawu i nie zgadzać się z wolą naszych suwerenów. Więc niech żaden z was nie skala naszego zakonu tak prymitywnymi słowami, gdyż jesteśmy od tego lepsi. - mocne słowa akceptacji cierpienia, ale jednocześnie bólu.
-Pięknie powiedziane mistrzu... - odezwał się nagle Mistrz Run, zawracając wierzchowca. Był to mężczyzna około trzydziestki, z krótko ściętymi, ciemnobrązowymi włosami.
-Shiwa. - przedstawił się Wielki Mistrz odwracając się w stronę swojego rozmówcy -Co nie oznacza, że podoba mi się ta decyzja. - odparł dumnie, patrząc w stronę szóstki osób -Czy nie ma niczego, co możemy zrobić, by zachować władzę nad zamkiem?
-Nic z tego, nie po to go kupiłem, by go stra... - zaczął się oburzać bogato odziany mężczyzna z lekkim brzuszkiem, gdy uniesiona ręka Mistrza Run przerwała jego wypowiedź mówioną podniesionym tonem.
-Ziemie te zostały wykupione przez pana Haddada zgodnie z prawem. - powiedział spokojnie Mistrz Run, a bogacz uśmiechnął się chciwo, choć na kolejne słowa trzydziestolatka gniew zaczął mu wchodzić na twarz -Jednak zgodnie z prawem, zamieszkiwaliście ten teren długie lata. Jak wciąż był to teren należący do Daimyō, tak prawo chroni jego lokatorów. Zwłaszcza tak długoletnich. Zasiedzenie nie jest po waszej stronie. - znowu Haddad uśmiechnął się zwycięsko, choć kropelka potu pojawiła się na jego skroni -Zgodnie z prawem, jeżeli zadośćuczynicie panu Haddadowi koszty poniesione przy zakupie terenu oraz potencjalne krótkofalowe zyski możecie zachować władzę nad zamkiem. - odpowiedział spokojnie, przez co zamożny mężczyzna aż się naburmuszył.
-Jak śmiesz!? - zakrzyknął do Mistrza Run, ale żołnierze powstrzymali go ruchem lancy.
-Opanuj swój język. - odparł mężczyzna z naszyjnikiem, nawet nie szczycąc go wzrokiem. -Zgodnie z prawem, musicie Panu Haddadowi zapłacić 150% tego, ile sam wydał na zakup tego terenu. I macie na to trzy miesiące.
-Co się stało z tygodniem? - odparł Mistrz Shiwa, stojąc dumnie wyprostowany.
-Decydujecie się na wykup terenu, który kiedyś dostaliście na użytek. Poza tymi opłatami czekają was w przyszłości jeszcze opłaty administracyjne, które przez ten czas były pomijane, a których wartość ciężko teraz ustalić. Zarządzenie eksmisji nie uwzględniało odwołania się od zakupu.
- bogacz zacisnął zęby tak mocno, że aż zrobił się czerwony na twarzy słysząc te słowa.
-Jak wiele? - zapytał Mistrz Zakonny.
-450 000 Ryō i zamek będzie wasz tak długo, jak będziecie płacić podatki. Dobrze więc, byście mieli przygotowane 50 000 Ryō na opłaty. Jeśli nie będziecie ich udzielać czasowo, teren zostanie wam odebrany. Wówczas Pan Haddad będzie miał pierwszeństwo w wykupie, z racji, że pierwszy się tym terenem zainteresował. Jak rozumiem, chcecie się tego podjąć? - zapytał spokojnie spoglądając na Shiwę.
-Tak. - odpowiedział bez cienia wahania czy wątpliwości, nawet jeśli były to niezwykle ogromne koszta.
-Miejcie na uwadze jeszcze jedną rzecz. Jeśli nie uzbieracie tej kwoty przez trzy miesiące, poza oddaniem zamku będziecie musieli też bezpośrednio odpracować wszystkie straty, jakie przez ten czas by poniósł - także te związane z pracą rolną. - dodał spokojnie, zanim nie wyjaśnił -Możecie albo udzielić tej opłaty, albo odpracować. Zależnie jak wielkie będą to koszta, które oszacowane będą przez niezależnego znawcę. - wyjaśnił spokojnie, po czym odwrócił konia i rzucił do reszty -Jedźmy. - poinformował spokojnie i ruszył. Reszta ruszyła za nim opuszczając teren jeszcze należący do Hanatory.
Mistrz Zakonny wziął głęboki oddech, zapewne wchłaniając wszystko to, czego się dowiedział. Dopiero potem odwrócił się do swoich zakonników. Niektórzy byli poruszeni, inni stali ze łzami w oczach, niektórzy siedzieli, jakby w szoku i uldze, a inni - z gniewem na twarzach. Całkiem sporo jak na niewielkie grono.
-Słyszeliście, prawda? - rzucił głośno, jednak wyprostował się dumnie -Może czekają nas teraz ciężkie chwile, może będziemy musieli sprzedać to, czego się dorobiliśmy. - i rzucił okiem na wierzchowce w stajni, która dość niedawno została przez nich odbudowana -Jednak jest nadzieja. I się nie poddamy! - zakrzyknął głośno, a wielu zakonników dołączyło się do krzyku pełnego motywacji. -A nawet, jeśli będziemy zmuszeni opuścić te ziemię to pamiętajcie, jesteśmy Zakonem Kwiecistego Tygrysa i póki istniejemy będziemy walczyć ze złem i Mitycznymi Bestiami. Nie musimy mieć zamku czy innych dóbr doczesnych by być dla siebie nawzajem siłą i oparciem! - kolejny krzyk aprobaty wydobył się z ust zakonników. -Więc dobrze, zbierzcie myśli i propozycje. Wieczorem przy wieczerzy omówimy wszystkie pomysły na jakie wpadliśmy, by uzbierać tę kwotę. Do tego czasu - odpocznijcie. - polecił, po czym udał się w stronę komnat zamkowych.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nichibotsu no Kuni - Kraj Zachodu Słońca”